Internet i rozwój społeczeństwa informacyjnego spowodował masowy obrót prawa autorskimi. Autorzy płodzą artykuły dla e-gazet czy serwisów specjalistycznych. Informatycy piszą programy, projektanci sporządzają strony WWW, pełne ręce roboty mają graficy i specjaliści od promocji tworzący logo, rysunki, slogany i materiały reklamowe. Wszystkie wyżej wymienione dobra są utworami i podlegają ochronie prawno-autorskiej. A zatem ktoś, kto chce publikować artykuł na swojej stronie czy wykorzystać zaprojektowane logo dla swojej firmy, powinien nabyć od twórcy autorskie prawa...
Nie każdemu natura dała lekkie pióro. Czasem nawet przygotowanie jakiegoś pisma jest niestety poza czyimiś możliwościami ze względu na brak wymaganej wiedzy. Przypadków, kiedy dana osoba wskazuje siebie jako autora tekstu, w rzeczywistości napisanego (w całości lub w części) przez kogoś innego, jest mnóstwo.
Jestem świeżo upieczonym absolwentem uczelni wyższej. Napisałem pracę magisterską. Komu przysługują prawa autorskie do pracy?
Prowadzę w internecie branżowy portal poświęcony nieruchomościom. Publikuję w serwisie artykuły z tej dziedziny. Chciałbym jednak pobrać treści z innych fachowych wydawnictw on-line. Czy jest to dozwolone?
Nie, gdyż takie działanie stanowi naruszenie praw autorskich. Majątkowe prawa autorskie do artykułów opublikowanych w branżowych serwisach internetowych (np. Gazeta Prawna, Rzeczpospolita, ePorady24.pl) przysługują prowadzącemu taki serwis, a autorskie prawa osobiste – autorom.
Czy zgodne z prawem autorskim jest pobieranie z internetu plików zawierających muzykę w MP3 czy filmów w AVI bądź MPEG wyłącznie w celach prywatnych?
Trudno chyba o częściej zadawane przez internautów pytanie. Pojawia się ono w niemal w każdej mojej dyskusji o prawie nowych technologii. I niestety za każdym razem muszę odpowiedzieć: „Nie jestem w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi”, co oczywiście wywołuje jęk zawodu i czasem żartobliwe uwagi: „Na cóż w takim razie te kilka lat prawniczej edukacji?”…
Z pewnością nie raz, oglądając film, zauważyłeś, że występujące w nim postacie poruszają się samochodami z dość charakterystycznym, dziwnie znajomym znaczkiem. Mechanizm taki nazywa się product placement, czyli „lokowanie produktu” w środkach przekazu w ten sposób, aby przemawiał do podświadomości odbiorcy i zachęcał go do używania produktu, bez przekazywania oczywistej i otwartej reklamy (oczywiście jest to odpłatne). Występuje zarówno w filmach, jak i w książkach, grach komputerowych, sztukach teatralnych.
Zapewne zdziwisz się, że ta forma...